Jedna z moich przyjaciółek została ostatnio buddystką, inna poważnie zachorowała i wracając ze szpitala po drugiej stornie ulicy, przyszła do mnie na herbatę. Czająca się od środy w żołądku grypa wybuchła całą mocą, więc nawet nie mogłam napić się kawy, więc opowiadałyśmy sobie same złe rzeczy pijąc jedną herbatę za drugą.
Poszłyśmy ostatnio z Moją Prawie Już Byłą Współlokatorką do Meskaliny i przy stoliku obok siedział chłopiec, którego kosztem zabawiłam się kiedyś brzydko w Dragonie. Naśmiewałam się z niego z Kolegą, wierząc, że zasada najciemniej po latarnią naprawdę działa. A przecież jedyne, co chłopak zawinił to to, że był w chuj nudny i namawiał mnie na wielkanocne rekolekcje. Ale bez jaj, kurde, no przecież to było siedem lat temu. Czy za każdym razem jak mi się przydarzy coś nieprzyjemnego, to ten chłopiec będzie chodził za mną po mieście i przypominał mi, że też jestem świnia obrzydliwa. No bo to bez sensu jednak i nie fair trochę, żeby ta sama zła karma powracała co jakiś czas – cyklicznie i bezlitośnie. Niekoniecznie jest to kółko, spirala bardziej, ale jednak. Coś jakby się zacięło. Płyta Why? w odtwarzaczu. Ale przecież ja mam je na dysku, w mp3, więc to jest niemożliwe przecież.
“Jarhead” na tefałenie. Co prawda wolałabym “Czas Apokalipsy”, ale i tak obejrzę.
27 Styczeń 2012 o 11:23 pm |
trafny tytuł, jako rzekł dziennikarz muzyczny
28 Styczeń 2012 o 7:55 am |
no zła karma wraca
)))
28 Styczeń 2012 o 10:51 am |
@Marysiu – pozdrowienia dla K.
jezu jak mnie to meczy straszliwie…
@ Jankowska – sla dlaczego ciagle?????
chyba wystarczy, jak raz wrocila, nie
28 Styczeń 2012 o 12:48 pm |
karmę trza długo oczyszczać, bo brudzona przez wiele wcieleń
))
i wciąż, wciąż paćkana, no chyba, ze już jesteś ideałem etycznym
28 Styczeń 2012 o 5:01 pm |
ta…